środa, 6 lipca 2016

Część piąta czyli o tym,żeby nie wyciągać ostatniej flaszki do obiadu.

Cały wieczór blondyn pomagał serwismenowi z nartami,a jego partnerka przekonywała Wernera co do startu Andreasa w jutrzejszym konkursie indywidualnym.
-Bardzo ładnie opowiadasz,ale raczej się to na nic nie zda. -powiedział trener śmiejąc się pod nosem. -Niech ma nauczkę.
-Ale za co? Przecież to wszystko przeze mnie. -powiedziała blondynka upijając uprzednio łyk gorącej herbaty.
-Jak chce to niech się bije,ale niech najpierw zmieni dyscyplinę. Bo tak mi się wydaje,że w skokach narciarskich nie ma wzmianek o bijatykach. -ciągnął Austriak. 
-Chyba się nie dogadamy. -powiedziała zrezygnowana.
-Czego ode mnie oczekujesz? Czy on nie mógł się pohamować? Lub przynajmniej załatwić tą sprawę poza skocznią? 
-A gdyby to trener był na jego miejscu? - podeszła go od innej strony. Wiedziała,że Andreas źle postąpił przechodząc od razu do rękoczynów,ale z drugiej strony,jednak robił to dla niej.
Werner głośno westchnął :
-Masz mnie. -trącił jej daszek od czapki,która w tej samej chwili spadła z głowy i trafiła na kubek z herbatą. - Powiedzmy,że teraz jesteśmy kwita.
Blanka zaskoczona spojrzała raz na Schustera a raz na białego fullcap'a,który w tej chwili nadawał się do wyrzucenia. Po chwili wyrwała się z zamyślenia i zapytała :
-To znaczy,że Andreas...
-Tak! -przerwał jej Werner. -A teraz zmieńmy temat,nie ciesz się tak. Nie chce żeby ktoś wiedział,że jestem miły i sympatyczny. -powiedział z udawaną powagą,a blondynka wybuchła niepohamowanym śmiechem.

Usiadła na najbliższej ławce przed hotelem. Postanowiła tam poczekać na Andreasa i Karla. Wyciągnęła telefon i zaczęła przeglądać portale społecznościowe. Nawet nie wiedziała ile czasu jej na tym zeszło. Usłyszała odgłos nadjeżdżającego samochodu. Gdy już miała zamiar wstać zobaczyła coś co ją zaniepokoiło. Jej oczom ukazała się wychodząca zza krzaków sylwetka mężczyzny. Osobnik ten kierował się w stronę auta. W tym człowieku rozpoznała Nicolasa. Postanowiła obserwować rozwój sytuacji z ukrycia. 
-Dlaczego znowu wchodzisz mi w drogę? -zapytał widocznie niezadowolony blondyn.
-Chcę porozmawiać na spokojnie. -odparł szatyn.
-Ty i spokój? Chyba sobie kpisz.
-Zachowujesz się jak dziecko. Daj sobie coś powiedzieć.
W momencie kiedy serwismen podał Andreasowi kluczyki do auta i poszedł w stronę wejścia do hotelu,Blanka wcisnęła swoje drobne ciało wgłąb krzaków żeby przypadkiem nikt nie zorientował się,że ona tam jest. 
-Więc słucham,co masz do powiedzenia? 
-Nie widzieliśmy się tyle lat. Fakt,kiedyś nasze kontakty nie były najlepsze,ale teraz dorośliśmy,zmieniliśmy się!
Blondynka przysłuchiwała się tej sytuacji z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy. Była przygotowana aby w razie czego podbiec i rozdzielić kuzynów. 
-Co w związku z tym? -zapytał spokojnie jej małżonek. 
-Uważam,że powinniśmy się pogodzić. -po tych słowach nastąpiła chwila ciszy.
-Mam ci te wszystkie świństwa wybaczyć? 
-Przypominam,że nigdy nie pozostawałeś mi dłużny.
W tej chwili blondyn złapał się za głowę. Blanka miała wrażenie,że gdyby nie miał głowy znów cisnął by pięściami w kuzyna. Nastała cisza. 
-Nie,no to są jakieś żarty. -prychnął Wellinger.
-Andreas ty naprawdę jesteś taki zawistny czy udajesz? -zapytał szybko brunet. Monologi z jego strony były takie jakby przed spotkaniem z Andreasem je sobie napisał i nauczył się na pamięć.
-Nie jestem zawistny! -pisnął jak mała dziewczynka blondyn. -Po prostu trudno mi uwierzyć,że jeszcze kilka godzin temu obiłeś mi twarz,a teraz chcesz się godzić.
-Eej,to ty mnie pierwszy uderzyłeś. 
Tamtejszą bójkę niewątpliwie wszczął Andreas,już pierwszym ciosem sprawił,że brunetowi opuchła broda i kto wie czy przypadkiem nie została naruszona szczęka. Lecz po uderzeniach bruneta było można wywnioskować,że nie robi tego pierwszy raz. Wystarczyła chwila by Wellinger miał sine oko,a z nosa zaczęła lać się krew. 
-Dobra! Faktycznie może to już nie ważne. -plątał się blondyn. Nie lubił sytuacji gdy chciał mieć rację,ale od prawdy nie dało się uciec. Wtedy włączał mu się tryb jąkania.
-To jak? Zgoda? -wyciągnął rękę na zgodę ten drugi.
-Zgoda. 
Widok dwóch ściskających się kuzynów sprawił,że Blance spadł kamień z serca. Poczuła niesamowitą ulgę.
-Ale kosmos,co nie? -blondynka nagle usłyszała za sobą głos. Mimo starań zachowania spokoju nie wytrzymała i zaczęła piszczeć. Szybko się odwróciła. Gdy zobaczyła twarz Marinusa niepokój odszedł w niepamięć,a nastąpiła złość.
-Marinus oszalałeś?! Ohne Scheiß*! -krzyczała.
Obaj pogodzeni bracia cioteczni spojrzeli zaskoczeni w stronę Blanki i Marinusa. 
-Wyszedłem sobie pooddychać świeżym powietrzem,ale zauważyłem,że ty się czemuś przypatrujesz to ja też sobie patrzyłem. -tłumaczył się speszony Marinus.
-Oj Marinus teraz ty podrywasz moją żonę? -zapytał śmiejąc się Andreas podchodząc bliżej.
-Ja?! W życiu! Ja sobie nawet nie mogę wyobrazić jak z nią wytrzymujesz! -odrzekł obrażonym tonem Marinus. Obrócił się na pięcie i wszedł do hotelu.
-A co do ciebie Blanka. Ładnie to tak podsłuchiwać? -zapytał tym razem brunet.
-Ja podsłuchiwać? Ja tylko usiadłam tu na ławeczce i czekałam na Andreasa żeby mu przekazać,że startuje jutro w zawodach bo dogadałam się z Schusterem. To nie moja wina,że akurat zaczęliście rozmawiać,a ja po prostu nie chciałam przeszkadzać...-tłumaczenia Blanki przerwał blondyn.
-I schowałaś się w krzaki? 
-Dokładnie. -przytaknęła. -Z resztą ja teraz nie mam czasu. Pogadajcie sobie jeszcze jak chcecie. -dodała szybko,podobnie jak wcześniej Kraus odwróciła się na pięcie i poszła w stronę swojego pokoju. Za chwilę usłyszała jeszcze za sobą śmiech,a potem zniknęła we wnętrzu windy.

23 grudnia,Ruhpolding.
Chodzenie z siostrą Andreasa - Julią - po galeriach handlowych nie należało do ulubionych zajęć Blanki. Julia była wiecznie niezdecydowana,potrafiła godzinami stać przy jednej bluzce i zastanawiać się czy napewno ją kupić. Dziś jednak przyjechały tu w innych intencjach niż kupowanie ubrań dla siebie,kupowały bowiem prezenty na święta w tajemnicy przed wszystkimi. 
-Jak tam ten twój...Jak mu było? -Blanka zapytała grzebiąc w skarpetkach ze świątecznymi motywami.
-David? -podsunęła jej Julia.
-Dokładnie! Zapraszasz go do rodziców na święta?
-Nie wiem. Przecież jesteśmy ze sobą od niedawna. 
-Wydaje się być porządny. 
-Blanka widziałaś go tylko na zdjęciach. -upomniała młodszą Julia.
-No widzisz? Nawet na zdjęciu wydaje się być porządny.
Po kupieniu wszystkich prezentów udały się do supermarketu po żywność. W finale wróciły do domu obładowane torbami z zakupami. Prezenty postanowiły ukryć w aucie,ponieważ gdyby pojawiły się z nimi w domu ktoś mógłby zwrócić na nie uwagę. 

24 grudnia,Ruhpolding.
Obudził ją dobrze znany jej dźwięk dzwonka telefonu. Podniosła głowę i złapała z szafki nocnej srebrny płaski telefon. Na wyświetlaczu zobaczyła twarz Rozalii. Nie widziały się odkąd Rozi wyprowadziła się do Macieja do Polski. 
-Blanka Angerer,w czym mogę pomóc? -zapytała zaspanych głosem odbierając.
-Zgadnij gdzie jestem! -powiedziała Polka entuzjastycznie. 
-Na Księżycu? -zapytała blondynka,która drugą ręką przyciskała poduszkę do twarzy leżącego obok Andreasa,który zaczął coś mamrotać pół przez sen.
-Nie,bo w Berlinie! 
-A co ty robisz w Berlinie? 
-Przyjechałam na święta!
-Do Berlina? 
-Nie,do Monachium.
-To dlaczego jesteś w Berlinie?
-Ech,jak ty ciężko rozumujesz. Nie miałam dziś żadnych wcześniejszych lotów do Monachium więc postanowiłam przylecieć byle gdzie żeby tylko dojechać do rodziców.
-Faktycznie,mogłaś wylądować w Madrycie. Też byś dojechała. 
-Kiedy jesteś zaspana to jesteś nieznośna. -prychnęła Rozalia. -Wproszę się do was na pierwszy dzień świąt.
-Jasne. Przyjedź jeszcze dziś wieczorem,pogadamy sobie.
-Nie mogę dziś wieczorem,mam Wigilię.
-Co to Wigila?
-To taki zwyczaj w Polsce. Jemy uroczystą kolację dzień przed Bożym Narodzeniem. 
-Ciekawy zwyczaj. -wymamrotała blondynka. -Dobranoc Rozalko,do jutra.

Dzień przygotowań był jednym z jej ulubionych dni w roku. Lubiła czasami pogotować,szczególnie potrawy świąteczne i upiec kilka ciast.
Z początku miała jej w tym pomóc starsza siostra Wellingera-Julia,ale jak na złość dostała gorączki,opatuliła się kołdrą i przestałaby cały dzień gdyby nie to,że w domu zabrakło czerwonego wina.
-Julio! Ubieraj się pójdziesz ze mną do sklepu. Wino się skończyło! -krzyknęła Blanka wchodząc do sypialni Julii.
-Jestem chora. A poza tym jak wiedziałaś,że ma zabraknąć to było nie wyciągać ostatniej flaszki do obiadu.
-Ja nie wiedziałam,że już nie było.-powiedziała Blanka głosem małej dziewczynki. 
-Idź do twojego męża,on z tobą pójdzie.
Blanka spuściła głowę i szurając różowymi kapciami po podłodze poszła do salonu. Już w progu zobaczyła jak Andreas krząta się po wszystkich szafkach w poszukiwaniu bliżej niezidentyfikowanego przedmiotu.
-Andreas co robisz? -zapytała.
-Szukam portfela.
-Jesteś kochany! -podbiegła i ucałowała blondyna w oba policzki. Była szczęśliwa,że wreszcie nie musiała się go o nic prosić tylko on sam wykazał chęć wyjścia z nią z domu.
-Ja? A co się stało? -jego pytanie lekko wybiło ją z rytmu.
-Cieszę się,że chcesz iść razem ze mną i,że wreszcie nie muszę cię ciągnąć za uszy siłą. -uśmiechnęła się szeroko.
-Chyba się nie rozumiemy. -odparł i wznowił poszukiwania. -Szukam portfela bo zaraz wsiadam w busa i jadę do Marinusa. Pisał do mnie przed chwilą,że auto mu się popsuło, a jutro chce jechać do rodziców. Postaram się mu pomóc i może wspólnymi siłami go naprawimy. 
-Czemu jedziesz busem? -zapytała zrezygnowana.
-Sama nie piłaś wina przy obiedzie. -odpowiedział i uśmiechnął się triumfalnie ponieważ znalazł ukryty pod stertą ubrań portfel.
-To może chociaż pójdziesz ze mną w kierunku najbliższego marketu? 
-Blanka. -jęknął. -Przystanek mam na przeciwko domu. Gdzie ja będę daleko chodził?
-Dobra,pójdę sama.
-Przebiegniesz się raz sama,nic ci się nie stanie.
Zaraz potem blondyn w pośpiechu założył buty,narzucił kurtkę,złapał w dłoń szalik i wybiegł z domu krzycząc : "Cześć".

Na szare dresy zarzuciła jakiś cienki płaszcz,na szyję czarny szalik,a na głowę pierwszą lepszą czapkę wygrzebaną z szafy. 
Nie lubiła "podróży" po Ruhpolding nocą. Za dnia miasteczko tętniło spokojem,ale nocą przerażało ją jak najgorszy horror. Było pełno drzew zza których nie przebijało się światło latarni. 
Ich dom był zupełnie na uboczu. Żeby dojść do zwykłego sklepu spożywczego było trzeba przejść przez polną drogę,potem przez mały,krzaczasty park,a na koniec wąską uliczką pomiędzy domkami jednorodzinnymi. 
Gdy tylko wyszła z domu zauważyła jak Andreas właśnie wsiada do busika. Skinęła głową gdy zobaczyła,że usiadł i jej macha. 
Ironia była wymalowana na jego twarzy od kiedy zaproponowała mu towarzyszenie jej w przechadzce,a on wiedział ze z nią nie pójdzie. Mieszkał tu od dziecka i znał tu każdy zakamarek. A ona? Mieszkała tu najwyżej od 3 lat. Bała się każdego zakamarka. Nocą wszystko było przerażajace,a najmniejszy szelest sprawiał,że wpadała w panikę. On się zawsze z niej nabijał.
Szła szybkim krokiem ściskając dłonie w pięści. Gdy przeszła polny odcinek drogi,którego się najbardziej bała nabrała powietrza w płuca i przeszła prze ulice wprost do parku. 
Szła już trochę pewniejsza siebie,nawet ten głośny szelest krzaków nie był już tak straszny. Lecz jak się pózniej okazało,powinna się bać...
-Da pani kilka euro...-powiedział brodaty facet w brudnych dresach z butelką wódki w ręce,wyłaniający się z zarośli.
-Nie mam. -odparła spokojnie i poszła dalej przed siebie. Nie okłamała mężczyzny,na prawdę miała w kieszeni odliczone pieniądze na jedną butelkę wina na jutrzejsze święta.
-Hojna jest pani tylko przed kamerami? -usłyszała za sobą jeszcze inny głos. Postanowiła się nie odwracać i iść dalej.
-Pani myśli,że pani nie rozpoznajemy? -kolejny nieznajomy głos pojawił się tuż koło niej i zagrodził jej przejście.
-Proszę mnie przepuścić. -powiedziała. W środku była przerażona jak nigdy dotąd. Kręciło się koło niej trzech pijanych mężczyzn. Jeden z nich złapał ją za nadgarstek. -Niech pan mnie puści bo inaczej zacznę krzyczeć.
-Tu i tak nikt pani nie usłyszy. -po tych słowach wymierzyła nogą kopa w krok facetowi stojącemu przed nią. Gdy ten zaczął zwijać się z bólu ona wykorzystała sytuację i zaczęła biec w stronę przejścia dla pieszych. 
Świeciło się czerwone światło. Przebiegłaby łamiąc przy tym przepis,ale z lewej strony nadjeżdżała ciężarówka. Słyszała ciężkie kroki mężczyzn za sobą. Modliła się w duchu o to żeby nie zdążyli dobiec. 
Z zamyślenia wyrwał ją fakt,że czuje na ramionach dwie dłonie,które z potężną siłą pchnęły ją w przód. Usłyszała głośny klakson ciężarówki,na głowie poczuła ciepło. Przyjemne ciepło ulatniające się z silnika samochodu. Ale w czasie gdy na ciele poczuła ciężar,który nie pozwalał jej oddychać na chwilę przestało być przyjemnie. Tylko na chwilę. Zaraz potem zobaczyła jasne światło,które aż prosiło się aby do niego podejść...

*(z j. niem. - "bez jaj").


Witam :) 
Co z tym powrotem?
Ukazał Wam sie wlasnie rozdział który napisałam jeszcze w kwietniu. Chciałam zachować go na pozniej gdy napiszę jeszcze kilka w przód. Niestety mi się nie udało,a weny jak nie było tak nie ma :( 
Nie wiem kiedy pojawię się tu ponownie :(
Zostawiam Was w tą oto piątą częścią :) Dajcie znać na dole czy Wam sie podoba ;)
Buźka :**
~Gabi




8 komentarzy:

  1. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak szybko biło mi serce! A po za tym genialny rozdział, chyba jeden z lepszych :)
    Tylko Ty nam nie uśmiercaj Blanki przedwcześnie!
    Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i weny życzę! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka kochana, już myślałam że przestałaś mnie informować o tych rozdziałach :D Ale teraz już wiem,że dopiero teraz ci się udało dodać.
    Rozdział bardzo fajny. Blanka! Nieładnie podsłuchiwac hahaha
    Mam wielką nadzieje,ż eni uśmiercisz nam Blanki!Bo cię znajdę!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Melduję się!
    Kochana, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że wstawiłaś tutaj coś nowego, bo jakoś tak pusto było bez ciebie.
    Rozdział jest cudny! Naprawdę, bardzo dobrze mi się go czytało ^^ Jejciu, mam nadzieję, że nie zrobisz nic Blance...
    Czekam! I weny życzę, bo na pewno się przyda, no nie? :)
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale dawno Cię nie było! :)
    Cieszę się, że coś nowego się tu pojawiło.
    Ale... ale co się stało? Nie rób krzywdy Blance. :o :(
    Czekam na kolejny ;*
    Ściskam ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej! :)
    Przepraszam, że zjawiam się dopiero teraz. :)
    Cieszę się, że ukazała się nowość, bo już zdążyłam się stęsknić zarówno za Tobą jak i za naszymi bohaterami. ^^
    Rozdziału zdecydowanie nie można nazwać nudnym, ale nie bójmy się tego powiedzieć: cudownym! ♥
    I muszę Ci przyznać, że całą moją uwagę przykuła Blanka... Nie chcę, żeby jej się coś stało, a Ty bywasz naprawdę nieobliczalna (w pozytywnym sensie oczywiście ;)) i lubisz nas zaskakiwać! ;) Och, chciałabym, żeby wszystko było u nich kolorowe...
    Z niecierpliwością czekam na kolejny! ♥
    Buźka ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć :D
    To nie będzie komentarz dotyczący treści, na razie :D
    Chciałabym Ci tylko powiedzieć, że zjawię się tutaj z konkretną treścią, jak nadrobię też pierwszą część :D
    Lubię znać całą historię :D
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Liebster Award na moim blogu.
    http://you-i-and-our-happiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń